ORĘDZIE NA WIELKI POST 2018 ROKU „Ponieważ wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu” (Mt 24, 12)

Papież Fran­ci­szek

ORĘDZIE  NA WIELKI POST 2018 ROKU

Ponie­waż wzmo­że się nie­pra­wość, osty­gnie miłość wie­lu” (Mt 24, 12)

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!

Ponow­nie zbli­ża się Pas­cha Pana! Aby nas do niej przy­go­to­wać, Boża Opatrz­ność daje nam każ­de­go roku Wiel­ki Post, „sakra­men­tal­ny znak nasze­go nawró­ce­nia”[1], któ­ry zapo­wia­da i urze­czy­wist­nia moż­li­wość nawró­ce­nia się do Pana całym ser­cem i całym życiem.

Rów­nież w tym roku — przez to prze­sła­nie — pra­gnę pomóc całe­mu Kościo­ło­wi w prze­ży­wa­niu z rado­ścią i w praw­dzie tego cza­su łaski; a inspi­ru­ję się w tym sło­wa­mi Jezu­sa z Ewan­ge­lii Mate­usza: „Ponie­waż wzmo­że się nie­pra­wość, osty­gnie miłość wie­lu” (24, 12).

To zda­nie zawar­te jest w mowie doty­czą­cej koń­ca cza­sów, wygło­szo­nej w Jero­zo­li­mie, na Górze Oliw­nej, wła­śnie tam, gdzie roz­pocz­nie się męka Pana. Jezus, odpo­wia­da­jąc na pyta­nie uczniów, zapo­wia­da wiel­kie udrę­ki i opi­su­je sytu­ację, w jakiej może zna­leźć się wspól­no­ta wie­rzą­cych: w obli­czu bole­snych wyda­rzeń pew­ni fał­szy­wi pro­ro­cy wie­lu wpro­wa­dzą w błąd, tak iż gro­zić będzie wyga­śnię­cie w ser­cach miło­ści, któ­ra jest isto­tą całej Ewan­ge­lii.

Fał­szy­wi pro­ro­cy

Słu­cha­my tego frag­men­tu i zasta­na­wia­my się: jakie posta­ci przy­bie­ra­ją fał­szy­wi pro­ro­cy?

Przy­po­mi­na­ją oni „zakli­na­czy węży”, to zna­czy wyko­rzy­stu­ją ludz­kie emo­cje, aby znie­wa­lać ludzi i pro­wa­dzić ich tam, gdzie chcą. Ileż dzie­ci Bożych daje się zwieść powa­bom trwa­ją­cej parę chwil przy­jem­no­ści, któ­rą bie­rze się za szczę­ście! Iluż męż­czyzn i ile kobiet żyje jak­by pod uro­kiem ilu­zji pie­nią­dza, któ­ry w rze­czy­wi­sto­ści czy­ni ich nie­wol­ni­ka­mi zysku lub nie­go­dzi­wych inte­re­sów! Ileż osób żyje, sądząc, że same sobie wystar­cza­ją, i pada­ją ofia­rą samot­no­ści!

Inni fał­szy­wi pro­ro­cy to „szar­la­ta­ni”, któ­rzy pro­po­nu­ją łatwe i natych­mia­sto­we spo­so­by zara­dze­nia cier­pie­niom, środ­ki, któ­re oka­zu­ją się jed­nak zupeł­nie nie­sku­tecz­ne — jak­że wie­lu mło­dym ludziom pro­po­no­wa­ne jest fał­szy­we reme­dium w posta­ci nar­ko­ty­ków, rela­cji „jed­no­ra­zo­we­go użyt­ku”, zarob­ków łatwych, ale nie­uczci­wych! Jak wie­lu jest wciąż zaplą­ta­nych w sieć życia cał­ko­wi­cie wir­tu­al­ne­go, w któ­rym rela­cje wyda­ją się łatwiej­sze i szyb­kie, a potem oka­zu­ją się dra­ma­tycz­nie pozba­wio­ne sen­su! Ci oszu­ści, pro­po­nu­ją­cy rze­czy bez war­to­ści, odbie­ra­ją nato­miast to, co jest naj­cen­niej­sze, jak god­ność, wol­ność i zdol­ność kocha­nia. To poku­sa próż­no­ści pro­wa­dzi nas do tego, że puszy­my się jak paw… i potem się ośmie­sza­my; a ze śmiesz­no­ści nie ma powro­tu. Nic dziw­ne­go: od zawsze dia­beł, któ­ry jest „kłam­cą i ojcem kłam­stwa” (J 8, 44), przed­sta­wia zło jako dobro, a fałsz jako praw­dę, aby zmy­lić ser­ce czło­wie­ka. Dla­te­go każ­dy z nas jest wezwa­ny do tego, by w swo­im ser­cu roze­zna­wał i badał, czy jest zagro­żo­ny przez kłam­stwa tych fał­szy­wych pro­ro­ków. Trze­ba się nauczyć nie zatrzy­my­wać na pozio­mie bez­po­śred­nim, powierz­chow­nym, ale roz­po­zna­wać to, co zosta­wia w nas dobry i trwal­szy ślad, bowiem pocho­dzi od Boga i słu­ży rze­czy­wi­ście nasze­mu dobru.

Zim­ne ser­ce

Dan­te Ali­ghie­ri w swo­im opi­sie pie­kła wyobra­ża dia­bła sie­dzą­ce­go na lodo­wym tro­nie[2]; miesz­ka on w mro­zie stłu­mio­nej miło­ści. Zasta­nów­my się zatem: w jaki spo­sób sty­gnie w nas miłość? Jakie sygna­ły wska­zu­ją nam, że miłość w nas może wyga­snąć?

Tym, co gasi miłość, jest przede wszyst­kim chci­wość pie­nią­dza, będą­ca „korze­niem wszel­kie­go zła” (1 Tm 6, 10); jej następ­stwem jest odrzu­ce­nie Boga, a zatem szu­ka­nia pocie­chy w Nim — woli­my nasze przy­gnę­bie­nie niż pokrze­pie­nie Jego Sło­wa i sakra­men­tów[3]. To wszyst­ko prze­ra­dza się w prze­moc, obra­ca­ją­cą się prze­ciw­ko tym, któ­rych uwa­ża­my za zagro­że­nie dla naszych „pew­ni­ków”, jak nie­na­ro­dzo­ne jesz­cze dziec­ko, cho­ry sta­rzec, gość będą­cy prze­jaz­dem, cudzo­zie­miec, a tak­że bliź­ni, któ­ry nie odpo­wia­da naszym ocze­ki­wa­niom.

Rów­nież świat stwo­rzo­ny jest mil­czą­cym świad­kiem tego ozię­bie­nia miło­ści; zie­mia jest zatru­ta przez odpa­dy, wyrzu­ca­ne nie­dba­le i dla inte­re­su; morza, któ­re tak­że są zanie­czysz­czo­ne, muszą, nie­ste­ty, kryć szcząt­ki licz­nych roz­bit­ków przy­mu­so­wych migra­cji; nie­bio­sa — któ­re w zamy­śle Boga wyśpie­wu­ją Jego chwa­łę — są poora­ne przez maszy­ny, któ­re zrzu­ca­ją narzę­dzia śmier­ci.

Miłość sty­gnie rów­nież w naszych wspól­no­tach; w adhor­ta­cji apo­stol­skiej Evan­ge­lii gau­dium sta­ra­łem się opi­sać naj­bar­dziej ewi­dent­ne ozna­ki tego bra­ku miło­ści. Są nimi: ego­istycz­na gnu­śność, jało­wy pesy­mizm, poku­sa izo­lo­wa­nia się i anga­żo­wa­nia w nie­ustan­ne bra­to­bój­cze woj­ny, men­tal­ność świa­to­wa, któ­ra skła­nia do zaj­mo­wa­nia się tyl­ko tym, co pozor­ne, osła­bia­jąc w ten spo­sób zapał misyj­ny[4].

Co robić?

Jeże­li zauwa­ża­my w sobie i wokół nas opi­sa­ne przed chwi­lą ozna­ki, to wła­śnie Kościół, nasza mat­ka i nauczy­ciel­ka, wraz z nie­kie­dy gorz­kim lekar­stwem praw­dy pro­po­nu­je nam w tym okre­sie Wiel­kie­go Postu słod­ki śro­dek — modli­twę, jał­muż­nę i post.

Gdy poświę­ca­my wię­cej cza­su na modli­twę, pozwa­la­my nasze­mu ser­cu odkryć ukry­te kłam­stwa, któ­ry­mi zwo­dzi­my samych sie­bie[5], by osta­tecz­nie szu­kać pocie­chy w Bogu. On jest naszym Ojcem i chce, aby­śmy mie­li życie.

Prak­ty­ko­wa­nie jał­muż­ny uwal­nia nas od chci­wo­ści i poma­ga nam odkryć, że dru­gi czło­wiek jest moim bra­tem — to, co mam, nie jest nigdy tyl­ko moje. Bar­dzo bym chciał, żeby jał­muż­na sta­ła się dla wszyst­kich praw­dzi­wym, auten­tycz­nym sty­lem życia! Bar­dzo bym chciał, aby­śmy, jako chrze­ści­ja­nie, bra­li przy­kład z apo­sto­łów i widzie­li w moż­li­wo­ści dzie­le­nia się z inny­mi naszy­mi dobra­mi kon­kret­ne świa­dec­two komu­nii, jaką żyje­my w Koście­le. Odno­śnie do tego posłu­żę się napo­mnie­niem św. Paw­ła, kie­dy zachę­cał Koryn­tian do zbiór­ki na rzecz wspól­no­ty w Jero­zo­li­mie: „To przy­nie­sie poży­tek wam” (2 Kor 8, 10). Doty­czy to w spo­sób szcze­gól­ny Wiel­kie­go Postu, kie­dy to licz­ne orga­ni­za­cje prze­pro­wa­dza­ją zbiór­ki dla Kościo­łów i spo­łecz­no­ści znaj­du­ją­cych się w trud­nych sytu­acjach. Jak bar­dzo bym chciał, aby­śmy rów­nież w naszych codzien­nych rela­cjach, za każ­dym razem, kie­dy brat pro­si nas o pomoc, pomy­śle­li, że jest to wezwa­nie Bożej Opatrz­no­ści: każ­da jał­muż­na jest spo­sob­no­ścią, aby uczest­ni­czyć w Opatrz­no­ści Boga wzglę­dem Jego dzie­ci; a jeże­li On dziś posłu­gu­je się mną, abym pomógł bra­tu, to czyż jutro nie zatrosz­czy się tak­że o moje potrze­by — On, któ­ry nie daje się prze­ści­gnąć w hoj­no­ści?[6]

Post, na koniec, odbie­ra siłę naszej prze­mo­cy, roz­bra­ja nas i sta­no­wi wiel­ką oka­zję do wzra­sta­nia. Z jed­nej stro­ny, pozwa­la nam doświad­czyć tego, co odczu­wa­ją ludzie, któ­rym bra­ku­je nawet tego, co nie­zbęd­nie potrzeb­ne, i któ­rych na co dzień drę­czy głód; z dru­giej stro­ny, wyra­ża stan nasze­go ducha, złak­nio­ne­go dobro­ci i spra­gnio­ne­go życia Boże­go. Post nas prze­bu­dza, powo­du­je, że sta­je­my się bar­dziej wraż­li­wi na Boga i na bliź­nie­go, budzi na nowo wolę posłu­szeń­stwa Bogu, któ­ry jako jedy­ny zaspo­ka­ja nasz głód.

Chciał­bym, aby mój głos dotarł poza gra­ni­ce Kościo­ła kato­lic­kie­go, aby dosię­gnął was wszyst­kich, męż­czyzn i kobie­ty dobrej woli, otwar­tych na słu­cha­nie Boga. Jeże­li tak jak my jeste­ście zasmu­ce­ni sze­rze­niem się nie­go­dzi­wo­ści w świe­cie, jeże­li nie­po­koi was lodo­wa­ce­nie para­li­żu­ją­ce ser­ca i dzia­ła­nia, jeże­li widzi­cie, że słab­nie poczu­cie wspól­ne­go czło­wie­czeń­stwa, przy­łącz­cie się do nas, byśmy razem bła­ga­li Boga, by razem z nami pościć i razem dawać, ile może­cie, żeby pomóc bra­ciom!

Pło­mień Pas­chy

Zachę­cam przede wszyst­kim człon­ków Kościo­ła, aby z zapa­łem pod­ję­li dro­gę wiel­ko­post­ną, czer­piąc wspar­cie z jał­muż­ny, postu i modli­twy. Jeże­li nie­kie­dy wyda­je się, że miłość gaśnie w wie­lu ser­cach, nie jest tak w ser­cu Boga! On daje nam wciąż nowe oka­zje, aby­śmy mogli znów zacząć kochać.

Dobrą oka­zją będzie, rów­nież w tym roku, ini­cja­ty­wa „24 godzi­ny dla Pana”, któ­ra jest zachę­tą do tego, by sakra­ment pojed­na­nia był spra­wo­wa­ny w kon­tek­ście ado­ra­cji eucha­ry­stycz­nej. W 2018 r. odbę­dzie się ona w pią­tek 9 i w sobo­tę 10 mar­ca, a inspi­ra­cją do niej będą sło­wa z Psal­mu 130, 4: „Ty udzie­lasz prze­ba­cze­nia”. W każ­dej die­ce­zji przy­naj­mniej jeden kościół pozo­sta­nie otwar­ty przez 24 godzi­ny bez przerwy­, co stwo­rzy spo­sob­ność do modli­twy ado­ra­cyj­nej i do spo­wie­dzi sakra­men­tal­nej.

W noc Zmar­twych­wsta­nia Pań­skie­go będzie­my na nowo prze­ży­wać suge­styw­ny rytu­ał zapa­le­nia pas­cha­łu: świa­tło, odpa­lo­ne od „nowe­go ognia”, stop­nio­wo roz­pro­szy mrok i oświe­tli zgro­ma­dze­nie litur­gicz­ne. „Niech świa­tło Chry­stu­sa, chwa­leb­nie zmar­twych­wsta­łe­go, roz­pro­szy ciem­no­ści naszych serc i umy­słów”[7], aby­śmy wszy­scy mogli na nowo prze­żyć doświad­cze­nie uczniów z Emaus — słu­cha­nie Sło­wa Pana i kar­mie­nie się Chle­bem eucha­ry­stycz­nym spra­wi, że nasze ser­ce będzie mogło znów pło­nąć wia­rą, nadzie­ją i miło­ścią.

Bło­go­sła­wię wam z ser­ca i modlę się za was. Nie zapo­mi­naj­cie modlić się za mnie.

Waty­kan, 1 listo­pa­da 2017 r.
w Uro­czy­stość Wszyst­kich Świę­tych

Fran­ci­scus

Przy­pi­sy:

[1] Mszał rzym­ski, I Nie­dzie­la Wiel­kie­go Postu, Kolek­ta.

[2] „Cesarz, wład­ną­cy nad kra­iną nędzy,/ Z lodu wyster­czał do poło­wy łona, Pie­kło, XXXIV, 28-29, przekł. Edward Porę­bo­wicz.

[3] „To kurio­zal­ne, ale czę­sto boimy się pocie­sze­nia, tego, że zosta­nie­my pocie­sze­ni. Co wię­cej, czu­je­my się bez­piecz­niej­si w smut­ku i stra­pie­niu. Czy wie­cie, dla­cze­go? Bo w smut­ku czu­je­my się pra­wie głów­ny­mi posta­cia­mi. Nato­miast w pocie­sze­niu głów­ną posta­cią jest Duch Świę­ty” (roz­wa­ża­nie przed modli­twą Anioł Pań­ski, 7 grud­nia 2014 r., w: „L’Osservatore Roma­no”, wyd. pol­skie, n.1/2015, s. 58.

[4] Nn. 76-109.

[5] Por. Bene­dykt XVI, Enc. Spe salvi, 33.

[6] Por. Pius XII, Enc. Fidei donum, III

[7] Mszał rzym­ski, Wigi­lia Pas­chal­na, Litur­gia świa­tła.

opr. mg/mg

-----------------------------------------

Wiel­ko­post­ne  ćwi­cze­nia:

- modli­twa, post, jał­muż­na przez poko­rę i  posłu­szeń­stwo

Okres  Wiel­kie­go  Postu  to  czas  kon­kret­ne­go  dzia­ła­nia, to  czas  trud­ny i  wyma­ga­ją­cy wie­lu  ćwi­czeń  ducho­wych.  W  Wiel­kim  Poście może­my  nabrać roz­pę­du w tych ćwi­cze­niach   przez:  modli­twę,  post  i  jał­muż­nę.  Bez poko­ry  i  posłu­szeń­stwa nie  uda  się ruszyć  z  tymi  ćwi­cze­nia­mi,    a  wiedz, że  poko­rę  mie­rzy  się  odwa­gą  i  praw­dą -  zwłasz­cza  praw­dą  o  sobie.  Ile  było w  naszym  życiu  postów czter­dzie­sto­dnio­wych,  któ­re  były  cza­sem   prze­mian  ducho­wych?  Okres  Wiel­kie­go  Postu  to  kolej­na  szan­sa otwie­ra­nia  wokół   nas prze­strze­ni  miło­ści miło­sier­nej.

Pan  Jezus  prze­by­wał  na  pusty­ni  40 dni.  Tam  modlił  się i  pościł.  Był  kuszo­ny  przez  Sza­ta­na, a  anio­ło­wie Mu  słu­ży­li. Czy  jeste­śmy  goto­wi,  by  być  anio­łem,  któ­ry chce bez­in­te­re­sow­nie       i z  miło­ścią  słu­żyć  innym? Przy­po­mnij  sobie  sło­wa  Jezu­sa” – „ Cokol­wiek  uczy­ni­li­ście  jed­ne­mu    z  tych  naj­mniej­szych bra­ci moich Mnie­ście uczy­ni­li”.  War­to  zasta­no­wić  się   co  jest  naszą pusty­nią  życio­wą? Jed­no  jest  pew­ne  -  na  pusty­ni  trud­no jest  prze­trwać. Wystę­pu­je  wie­le  ogra­ni­czeń,  zarów­no pod  wzglę­dem bra­ku  poży­wie­nia,  bra­ku moż­li­wo­ści  schro­nie­nia  się, jak i   moż­li­wo­ści  roze­zna­nia  wła­ści­wej  dro­gi. Nato­miast  jest  dużo  zagro­żeń,  zarów­no  ze  stro­ny  natu­ry,  ale  trze­ba  też  wal­czyć  z   siła­mi  zła. Dzi­siaj  Jezus  mówi: - „Pójdź za  mną”. Czy  jeste­śmy goto­wi  pójść  za  Jezu­sem  na  pusty­nię  nasze­go  życia?  Czy  jeste­śmy  goto­wi   na  rady­kal­ne  zmia­ny?  A  może  zga­dza­my  się  tyl­ko  na  zmia­ny  zni­ko­me,  albo  pozor­ne.

Pamię­taj -  będąc  pokor­nym  zga­dzaj  się  na wszel­kie  zmia­ny w two­im  życiu,  któ­re  przy­go­to­wał  ci  Bóg,  bo  ina­czej  może  się  oka­zać,  że uczy­ni­łeś  boż­kiem  swo­ją  ruty­nę  lub  swo­je  przy­zwy­cza­je­nia,  któ­re  prze­sła­nia­ją  ci  Boga.  „Naj­pięk­niej­szym  skar­bem  jest  rozum  opra­wio­ny      w  poko­rę” - mówi  A.  Despio­niox.

Odpo­wiedz  sobie na  pyta­nie -  czy  napraw­dę  potrze­bu­jesz  spo­tka­nia  z  Jezu­sem  cier­pią­cym, ale kocha­ją­cym  aż  do  śmier­ci i to  śmier­ci  krzy­żo­wej?  Czy  jed­no­czysz  się  w  swo­im  cier­pie­niu      z  Jezu­sem,  czy  może  sam  zma­gasz  się  ze  swo­imi  trud­no­ścia­mi? Żeby iść  za  Jezu­sem  i  być  Jego  wier­nym  apo­sto­łem  trze­ba  wie­lu  ćwi­czeń  i  har­tu  ducha.   Okres  Postu   to  czas  zasta­na­wia­nia  się  nad sen­sem  życia i  podej­mo­wa­nie  wyzwań i  nie­ustan­nych  ćwi­czeń w  modli­twie,  poście  i  dawa­niu  jał­muż­ny.  Zapra­szam do  ćwi­czeń!

Jakie  zna­cze­nie  mają   wymie­nio­ne  ćwi­cze­nia  ducho­we. Modli­twa – to  ćwi­cze­nia poma­ga­ją­ce   osią­ga­nie  spraw­no­ści  ducho­wej.  Post – to ćwi­cze­nia koniecz­ne do  poko­ny­wa­nia trud­no­ści                  i  prze­szkód w  osią­ga­niu  spraw­no­ści  ducho­wej. Jał­muż­na – to ćwi­cze­nia w   moty­wo­wa­niu  i   dawa­niu  moż­li­wo­ści  innym, by  pod­ję­li  ćwi­cze­nia  ducho­we

MODLITWA  - nie  cho­dzi  o  mno­że­nie  modlitw  i  z  tego  powo­du  czy­nie­nie  z  sie­bie  cier­pięt­ni­ka,  ale nale­ży  modlić  się  ser­cem,  o  co  pro­si  Mat­ka  Boża.

- Każ­de­go  dnia  czy­taj  Pismo  Świę­te,

- Idź  przed  Naj­święt­szy  Sakra­ment  czę­ściej  niż  zwy­kle  i  trwaj  przy  Jezu­sie,  trwaj  z  Jezu­sem,  bądź  całym  swo­im  ser­cem tyl­ko  dla  Nie­go.

- Tak  zor­ga­ni­zuj  sobie  czas,  aby  wziąć  przed  oczy obraz  Jezu­sa  z  Cału­nu  Turyń­skie­go  lub  Krzyż  i  kon­tem­pluj  obli­cze  Chry­stu­sa.

- Zapo­znaj  się  z  życio­ry­sem  swo­je­go  patro­na lub  jed­ne­go  z   patro­nów  wspól­no­ty.

- Prze­pra­cuj  dzien­ni­czek  Sio­stry  Fau­sty­ny.

- Nie  opusz­czaj  nabo­żeń­stwa  Dro­gi  Krzy­żo­wej  i  Gorz­kich  Żali.

- Żyj  sło­wem   życia  z  wiel­kim  odda­niem  i  poko­rą.

- Idź  do  szpi­ta­la  i  popro­wadź  Modli­twę  Różań­co­wą  lub  Koron­kę  do  Miło­sier­dzia  Boże­go w  Kapli­cy  szpi­tal­nej.

Możesz  wybrać  jeden  z  rodza­jów wymie­nio­nych  wyżej  ćwi­czeń  lub  wybierz  kil­ka  pro­po­zy­cji,    ale  koniecz­nie  czyń  to  sys­te­ma­tycz­nie ( w  mia­rę  moż­li­wo­ści każ­de­go  dnia ).

POST -  i  nie  cho­dzi  tyl­ko  o  nie  spo­ży­wa­nie  sło­dy­czy  lub  o  zmia­ny  w  die­cie  codzien­nej,  ale o  ogra­ni­cza­nie  lub  wyeli­mi­no­wa­nie  cze­goś,  co  nie  zbli­ża  mnie  do  Boga,  a  może  nawet  odda­la. Ogra­ni­cza­nie lub  wyrze­ka­nie  się  spo­ży­wa­nia ulu­bio­nych  potraw  to oczy­wi­ście  też  jest  dobre  ćwi­cze­nie,  ale  jeśli  ono  nie­wie­le  cię  kosz­tu­je  zma­gań  ze  sobą to w  nie­wiel­kim  stop­niu  cię  zmie­nia. Ozna­cza  tak­że,  iż  mini­ma­li­zu­jesz otrzy­my­wa­ne  łaski.   Jeśli  jed­nak  wybie­rzesz  ćwi­cze­nie  np.  „odrzuć używ­ki,” a  ty   z  nich  na  co dzień  nie  korzy­stasz, to po pro­stu nie  będzie  dla  cie­bie  żad­ne  ćwi­cze­niem.  Zmierz  się  ze  swo­imi nie­spraw­no­ścia­mi  ducho­wy­mi.

- Ogra­nicz  lub zupeł­nie  prze­stań  korzy­stać  z  kom­pu­te­ra,  Inter­ne­tu, por­ta­li  spo­łecz­no­ścio­wych  lub  oglą­da­nia  tele­wi­zji.  Czas ten poświęć rodzi­nie.

- Zre­zy­gnuj  z  robie­nia  zaku­pów  dla  tzw.   przy­jem­no­ści.

-  Wyczyść zaśnie­dzia­łą figur­kę Pana  Jezu­sa i  Mat­ki  Bożej i  ciesz  się  Ich  obec­no­ścią.

- Pojed­naj  się  z oso­bą,  z  któ­rą  trwasz  w  kon­flik­cie.

- Wybacz   Bogu,   sobie  i  innym.

- Ty  pierw­szy  wycią­gnij  rękę  do  zgo­dy.

- Nie  uży­waj  wyra­zów  wul­gar­nych.

- Odrzuć używ­ki (  alko­hol,  nar­ko­ty­ki, papie­ro­sy itd. )

- Prze­stań  korzy­stać  z usług  bio­ener­go­te­ra­peu­tów,   wró­żek  i  nie  korzy­staj  z  horo­sko­pów,

- Nie  upra­wiaj  walk sztu­ki  wschod­niej.

-   Nie  plot­kuj.

- Trzy­maj  w  ryzach  swo­je  złe  emo­cje.

Oby  nie  było  takie­go  dnia  w  Wiel­kim  Poście,  żebyś  nie  korzy­stał  z  poda­nych  przy­kła­dów  ćwi­czeń. Jeśli  oka­że  się,  że masz  z  tym  pro­ble­my  to  proś o  pomoc  swo­je­go  Anio­ła  Stró­ża.

JAŁMUŻNA -   i nie  cho­dzi o  dawa­nie  pie­nię­dzy potrze­bu­ją­cym, w  taki  spo­sób,  żeby  wie­lu  widzia­ło  lub wie­dzia­ło, albo zasi­la­nie  kasy pro­mi­nen­tom,  licząc na  pro­fi­ty -  wte­dy  już  ode­bra­łeś  swo­ją  nagro­dę.  Ale,  jak  w  cicho­ści  ser­ca   ofia­ru­jesz  środ­ki  finan­so­we na  szczyt­ny  cel ,  np. na  CARITAS, wte­dy podasz  rękę  nie  zda­jąc  sobie  spra­wy,  że wyko­na­łeś  gest  anio­ła.

- Poświęć  swój  czas  dla bliź­nie­go -  np. samot­nej  lub cho­rej  oso­by.

-  Posprzą­taj  u  oso­by  nie­peł­no­spraw­nej.

- Idź  na  spa­cer  z oso­bą  nie­peł­no­spraw­ną.

-  Bądź wolon­ta­riu­szem  w  szpi­ta­lu,  hospi­cjum, lub  wię­zie­niu.

- Poświęć  swój  czas  na czy­ta­nie  war­to­ścio­wych  ksią­żek  oso­bom,  któ­re  mają  pro­ble­my  ze  wzro­kiem.

- Zapro­wadź  lub  zawieź  na  reko­lek­cje  wiel­ko­post­ne  oso­by  nie­peł­no­spraw­ne.

- Weź  udział  a  akcjach   - ZA  ŻYCIEM  ( od  poczę­cia do  natu­ral­nej  śmier­ci ).

- Czę­ściej  uśmie­chaj  się,  zwłasz­cza  do  osób  smut­nych, albo zło­śli­wych.

-  Zrób  świą­tecz­ny  upo­mi­nek  oso­bie  ubo­giej.

Wyko­nuj  te  ćwi­cze­nia  „z  ser­cem  na  dło­ni”  i  poko­rą. Bądź  posłusz­ny  Ducho­wi  Świę­te­mu,  któ­ry  wska­że  ci  potrze­bu­ją­ce­go  czło­wie­ka.  Pod­po­wie  nawet co  masz  mu  powie­dzieć,  by  nie  poczuł  się  upo­ko­rzo­ny.  Nie  zra­żaj  się  trud­no­ścia­mi,  bo  sza­tan będzie  cię  kusił, jak  Jezu­sa  na  pusty­ni. Będzie  robił  wszyst­ko,  aby nie  uda­ło  się,  by z  two­im  udzia­łem i  Bożą  inter­wen­cją   dzia­ły  się  cuda  na  zie­mi.

Okres  Wiel­kie­go  Postu

Niech  to  będzie   dla  wszyst­kich  tak­że  cza­sem   dzięk­czy­nie­nia i  uwiel­bia­nia  Boga.

Dobro  rodzi  się  wte­dy,  gdy  czło­wiek  zapo­mi­na  o  sobie.” -  Lew  Toł­stoj

Czy­niąc  dobro  pod­no­sisz  swo­ją  spraw­ność  ducho­wą, a tak­że poma­gasz w tym innym.

A  ty każ­de­go  dnia  powta­rzaj  sobie - „Wszyst­ko  mogę  w  Tym,  Któ­ry  mnie  umac­nia.”

Tere­sa  Świ­der­ska WKC

 

 

 

 

Bookmark and Share